Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/ten-kolejny.jgora.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server154327/ftp/paka.php on line 5
usiedli.

- Tak. Dzwonili z przychodni, czy pamiętam. Rutynowe działanie. – Alli

zamiast odpowiedzi, miał coraz więcej pytań.
– Do kogo dzwonisz?
śmierć, ale też zniszczył własne życie. Czym jest całkowita, przerażająca samotność? –
Bentz skupił się na łodzi, coraz bliższej. Sześć metrów... cztery... dwa... Skoczył.
O1ivia słyszała rytmiczny stukot z góry.
odbierał resztki sił.
siedziała ciemnowłosa kobieta... Naklejka na przedniej szybie...
– Pochowano ją w Kalifornii – powiedział i czekał na reakcję Olivii.
nieoprawione płótno. Czarne śmiałe smugi na pomarańczowoczerwonym tle. Obraz nazywał
damski, ale małe. Na kobiecą stopę albo na stopę drobnego mężczyzny.
kogoś ze sobą, albo do śmierci siedzisz na wózku inwalidzkim. To nietypowa forma
214
się w miękkie ciało pod brodą.
dokuczało po niedawnym wypadku na motorze. Włączył komputer, zabębnił nerwowo palcami o poręcz fotela i wpatrywał się w zakurzony ekran, czekając, aż się rozjaśni. Przejrzał pliki. Czy to tylko jego wyobraźnia, czy wyczuł zapach jej perfum unoszący się w stęchłym powietrzu gabinetu? Pobożne życzenia. Zręcznie przebierał palcami po klawiaturze, przejrzał kartotekę pacjentów, zapoznając się pobieżnie z nerwicami, depresjami i psychozami ludzi, których nie znał. Nic nie zwróciło jego uwagi i nie natknął się na żaden szczególny przypadek. Spojrzał na zegarek. Był tu już prawie czterdzieści pięć minut, słyszał odgłosy kroków i przesuwanych mebli dobiegające z góry. Sprawdził, jeszcze raz, czy zaryglował drzwi, wolał mieć pewność, że nikt nie wejdzie tu przez pomyłkę. Podszedł do okna. Z drugiego piętra zobaczył uliczkę w dole i sąsiedni dom. Starsza kobieta w słomkowym kapeluszu i podomce podlewała geranium. Gdyby spojrzała w górę, zauważyłaby go, więc wolał się odsunąć; nie chciał się potem tłumaczyć. Jeszcze nie teraz. Najpierw musi uzyskać odpowiedzi na swoje pytania. Prawdopodobnie będzie musiał kłamać. A, niech tam! Adam wierzył, że kłamstwa mają różne odcienie. Są poważne kłamstwa i niewinne kłamstewka, i cały wachlarz odmian pomiędzy. Niektóre są ciężkie, kleiste, a inne lekkie jak mgiełka, ale o ile się orientował, nie ma dobrych kłamstw. A mimo to, gdy z nadspodziewaną wprawą otwierał zamek szafki, stwierdził, że czasami kłamstwa sanie do uniknięcia. Zamek szuflady otworzył się ze szczękiem. Jeśli kłamstwo było konieczne, aby dotrzeć do prawdy... to czy naprawdę było takie złe? „Nie ma niewinnych kłamstewek - pouczała go babcia. - Kłamstwo to kłamstwo, i jeśli nie możesz powiedzieć prawdy, to źle z tobą”. Patrzyła na niego nieugiętym wzrokiem jastrzębia, szukając w jego oczach błysku oszustwa, a on wytrzymywał jej spojrzenie bez zmieszania, choć oboje wiedzieli, że bezczelnie kłamie. Babcia Hunt była sprawiedliwa. Jeśli nie potrafiła udowodnić, że Adam kłamie, udawała, że mu wierzy. Zastanowił się, co by teraz pomyślała o swym jedynym wnuku. Otworzył górną szufladę z kartotekami i przerzucił karty palcami, wdychając suchy, stęchły zapach nieużywanych dokumentów. Przejrzał nazwiska pacjentów, zamknął szufladę i otworzył kolejną, w połowie wypełnioną papierami, które mogły mu pomóc w poszukiwaniach. Gruba kartoteka pełna zapisków i informacji. BANDEAUX, CAITLYN MONTGOMERY. Czemu nie odnalazł tych danych w komputerze? Szybko wrócił przed migający ekran i jeszcze raz przejrzał pliki, ale Caitlyn zdecydowanie tam nie było. Powtórzył poszukiwania i odnalazł kartoteki innych pacjentów, ale na temat Caitlyn Bandeaux nie znalazł ani słowa. W komputerze było niewiele plików, przeszukał nawet komputerowy kosz na śmieci, jednak nie wrzucono tam ostatnio nic, co dotyczyło Bandeaux. Jakby nigdy tu nie przychodziła. Ale gruba papierowa kartoteka, którą miał na kolanach, przeczyła temu. Poza tym Rebeka w rozmowie z nim wymieniła kiedyś nazwisko Montgomery.

- Gdybyśmy wiedzieli, moglibyśmy działać. Tymczasem Santos ma poważne kłopoty. - Jackson popatrzył na nią uważnie. - Może ty coś wiesz?

– Cholera jasna. – Hayesowi zrobiło się zimno mimo upału panującemu w ciasnym,
nowoczesnej budki telefonicznej. Trzy szyby z pleksiglasu, brudne, zabazgrane, słup i telefon.
– Złe wieści?

fikcji, a może raczej wydobyć rzeczywistość z bardzo subiektywnej opowieści. Powoli brnął

zniecierpliwienia. - Życzę sobie, by włożyła pani dzisiaj
- A jeśli nie wróci?
Wygląda źle, pomyślała. Wymizerowany, zmęczony.

O Ricku Bentzu można powiedzieć wiele, ale na pewno nie jest głupcem.

Clemency zaśmiała się i przedstawiła Mary i Eleanor. Po kilku minutach rozmowy Mary powiedziała:
o tym mówić, więc proszę... Nie przerywaj mi.
Willow odetchnęła z ulgą. W jego obecności była cała